ENERGETYKA, RYNEK ENERGII - CIRE.pl - energetyka zaczyna dzień od CIREHandel emisjami CO2
Właścicielem portalu jest ARE S.A.
ARE S.A.

SZUKAJ:



PANEL LOGOWANIA

X
Portal CIRE.PL wykorzystuje mechanizm plików cookies. Jeśli nie chcesz, aby nasz serwer zapisywał na Twoim urządzeniu pliki cookies, zablokuj ich stosowanie w swojej przeglądarce. Szczegóły.


SPONSOR SERWISU


KONTAKT




27 proc. i 35 proc. czyli w kompromisie 32 proc. Nowe unijne cele OZE.
15.06.2018r. 10:48

prof. dr hab. inż. Konrad Świrski, Transition Technologies SA
Kiedyś na pewnym panelu energetycznym, miałem okazje spierać się z przedstawicielem europejskiego "zielono-energetycznego" think tanku o zobowiązania wynikające dla Polski z europejskiej polityki klimatycznej. Nieśmiało wspomniałem, że coś chyba jest nie tak, jeśli powtarzamy kolejny raz mechanizm wdrażania jakiejś regulacji, która może być hipotetycznie blokowana, bo wymaga jednomyślności na szczeblu państw i Polska się na nią zgadza, a następnie zaczynamy regulacje zaostrzać zmieniając już szczegółowe limity lub cele klimatyczne za pomocą głosowania w komisjach lub za pomocą większościowego mechanizmu Parlamentu. Dostałem prostą odpowiedź- zgodziliśmy się na lizboński system głosowania to i w ten sposób wszystko zostanie przegłosowane, a o cele szczegółowe nie powinniśmy się martwic, ponieważ bardziej zaawansowane gospodarczo państwa wiedzą co będzie dla nas dobre.
I tak polityka klimatyczna UE kolejny raz udowadnia, że właściwie nie ma problemu żeby w dowolny sposób narzucać dowolne cele (redukcja CO2, energia odnawialna) bez uwzględniania postulatów państw, dla których jest to problematyczne - czytaj Polski. Mechanizm jest właśnie taki jak opisałem powyżej - całość zaczynała się w 2015 roku pierwszą przymiarką do tzw. reformy systemu ETS (handlu emisjami) i następnie przybrało postać zatwierdzonego w 2016 tzw. "pakietu zimowego". O ile w tych pierwszych przypadkach można było próbować metod agresywnego veta to następnie szczegółowe zapisy pakietów zaczęły być modyfikowane w komisjach i samym Parlamencie (oczywiście w kierunku zaostrzenia i wzmocnienia zielonej strony) i wykorzystywanie częstokroć zwykłej większości głosów. I tak na początek wprowadzono przyspieszenie wprowadzenia tzw. MSR (mechanizmu eliminacji części uprawnień do emisji CO2 w celu podwyższenia ich ceny), które miało obowiązywać od 2021 roku, a wchodzi w życie 2019 (efekt widać już w wyższych cenach certyfikatów i pośrednio cenach hurtowych energii w Polsce). Ponieważ dla większości mniejszych krajów europejskich zaostrzanie limitów emisji CO2 lub zwiększanie celów wprowadzenia energii odnawialnej ma charakter względnie obojętny, dla liderów transformacji energetycznej wyjątkowo korzystny, a jedynie dla Polski (ew. czasami Rumunii, Bułgarii i Czech, ale nie w tak dużym stopniu) problematyczny - wynik głosowań wg parytetów europejskich jest przesądzony. Tak właśnie dzieje się z europejskim celem energetyki odnawialnej na rok 2030. Pierwotnie (lata 2015 i 2016) był on na poziomie 27 proc. i ustawiany jako nieobligatoryjny dla poszczególnych krajów, a jako wskaźnikowy dla całej Europy. Dziś gdy koniunktura gospodarcza jest dobra wprowadzono przyśpieszenie i właśnie w czwartek 14.06 Komicja PE i Rada UE uzgodniły nową wartość na poziomie 32 proc.. Można powiedzieć, że nawet został wdrożony świetlany kompromis, gdyż cześć zielonych środowisk optowało za 35 proc., a może nawet więcej. Nie pozostaje nic jak zgodzić się z pięknymi słowami komisarza ds. energii i klimatu Miguela Arias Canete "Nowe ambicje pomogą nam zrealizować cele zawarte w porozumieniu paryskim (...). Jestem szczególnie zadowolony z nowego europejskiego celu dla OZE wynoszącego 32 proc. Wiążący charakter celu zapewni również dodatkową pewność dla inwestorów". Pomimo tego środowiska zielono-energetyczne pozostają mocno nieusatysfakcjonowane. Tu np. wypowiedź Molly`ego Walsh`a pracującego na rzecz organizacji "Friends of the Earth Europe" - "Europejscy decydenci zgodzili się na 32 proc. cel dla energii odnawialnej który jest nieadekwatny dla bezpiecznej dla klimatu, wolnej od paliw kopalnych przyszłości i pokazuje porażkę w uchwyceniu zmieniających się warunków sektora energetycznego zawierających spadające koszty OZE". Aczkolwiek na pocieszenie dla tej strony jest zapis, że w roku 2023 dokona się rewizji celów i na pewno będzie okazja żeby zaproponować coś nowego (może 40 proc. ?). Negocjacyjny kompromis - 32 proc. uznawany jest właśnie za kompromis zwycięski dla wszystkich (bo nie 35 proc. - zaproponowane przez PE w styczniu ani nie 40 proc. lobbowane przez zielone strony ani nie konserwatywne i asekuranckie 27 proc.) jest pokazywany jako globalny sukces i okraszany tweedami i zdjęciami jak tutaj

Znowu można zżymać się i krytykować kompromisowe decyzje UE z pozycji Polski, dla której te nowe cele na pewno nie będą powodem do zadowolenia. W tej chwili paneuropejski poziom OZE wynosi ok 17 proc., a w Polsce tak człapie pomiędzy 12-14 proc.. W quasi-oficjalnych rządowych komunikatach mówi się o nieosiągnięciu celów roku 2020, a o roku 2030 trudno w ogóle myśleć nie mając planu polskiego energy mix. Jednak największym problemem, co sygnalizowałem wielokrotnie, jest właśnie swego rodzaju jednostronna "erozja" postanowień klimatycznych UE, które zawsze się zmieniają, ale tylko w jedną stronę. Podpisując odpowiednie traktaty jesteśmy mamieni koncepcjami jednomyślności i braterstwa, aby potem - znowu w atmosferze braterstwa i kompromisu dostać kolejne limity i wskaźniki, które będą zabójcze dla polskiej gospodarki. Nie wydaje mi się, że te nowe cele będą tak miłe i korzystne - oczywiście na dzień dzisiejszy będzie się mówić o celach dla całej Unii Europejskiej, o zróżnicowanych, szczegółowych celach dla danego kraju i tak właściwie postępie energetycznym i możliwości uzyskania nowych technologii. W roku 2030 rzeczywistość będzie o wiele bardziej brutalna, bo za pomocą kolejnych braterskich negocjacji cele nieobligatoryjne zmienią się w obligatoryjną konsumpcję zielonej energii (właśnie na poziomie 32 proc., a może nawet 35 proc. lub 40 proc.). Co oczywiście będzie oznaczać dla Polski duży import OZE. Składając zaciskające się redukcje CO2 (czyli jak dobrze czytać obniżenie udziału węgla w 2030 do 50 proc.) dzisiejsze parametry wskaźnikowe europejskiego OZE to mamy praktycznie pętlę energetyczną bez wyjścia. Smutne jest właśnie to, o czym pisałem wiele razy, że jakoś urwała się możliwość długoterminowego planowania naszych energetycznych decyzji, bo nawet jeśli dostosujemy się do czegoś (co było bolesne i wymagało inwestycji) to i tak dostaniemy nowe, wyższe zobowiązania albo zmienią się reguły gry (jak w proponowanych zmianach wpływu kosztów certyfikatów CO2 do budżetu europejskiego). Nie zgodzę się z komisarzem Canete, że pomaga to inwestorom - chyba, że miał na myśli inwestorów z jednej "odnawialnej" strony. Inwestorzy w polskiej energetyce chyba mogą wiedzieć jedno - zawsze będzie gorzej.

Czy można już tylko płakać? Chyba nie a jeśli tak, to z zupełnie innego powodu. Europejska polityka klimatyczna ma swoje typowe "up" i "down". Śledząc ostatnie kilkanaście lat widać, że charakterystycznie się zaostrza i jest mocno "pro-zielona" w momentach wysokiej koniunktury i dużych inwestycji. Natomiast z każdym pierwszym znakiem kryzysu lub nawet spowolnienia gospodarczego, okazuje się, że regulacje zaczynają być przekładane, opóźniane i ogólnie wyglądają jak z gumy. Tak też może się stać w najbliższych latach. Do roku 2023 - cele OZE i cała europejska polityka klimatyczna zmienią się wielokrotnie. Obawiam się jednak, że problemy jakie pokażą się dla Europy będą o wiele większe niż "brak dostosowania się do przyjaznej klimatycznie transformacji". Wszyscy świętujący z powodu nowych zielonych perspektyw jak i płaczący z powodu potencjalnych problemów energetycznych naszego kraju - powinni chyba spojrzeć na typowe spotkania w PE... i naprawdę zacząć się obawiać o przyszłość.

KOMENTARZE ( 1 )


Autor: zgryz 16.06.2018r. 11:25
Z polityką jest tak, że liczy się polityka faktów dokonanych. Jak Polska nie chciała przyjąć tych dwóch arabów, to nie przyjęła. Jak się od razu jasno oświadczy, że cele nie będą realizowane, to nie będą. Za parę lat inny polityk przy dowolnej innej negocjacji będzie to musiał zaakceptować. Jak stracimy kasę za owych arabów i sędziów, to równie dobrze możemy stracić za CO2, odzyskamy na konkurencyjności. Jak w sprawie Donbasu Czesi powiedzieli, że nie przystąpią do embargo na ruskich z powodu "istotnych potrzeb swojego przemysłu elektromaszynowego", to nie przystąpili. Europa nie kiwnęła palcem. Każdy polityk rozumie, że sprzedaży broni się nie tyka. Trzeba się po prostu postawić skutecznie.
ODPOWIEDZ ZGŁOŚ DO MODERACJI
Dodaj nowy Komentarze ( 1 )

DODAJ KOMENTARZ
Redakcja portalu CIRE informuje, że publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu CIRE. Redakcja portalu CIRE nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Przesłanie komentarza oznacza akceptację Regulaminu umieszczania komentarzy do informacji i materiałów publikowanych w portalu CIRE.PL
Ewentualne opóźnienie w pojawianiu się wpisanych komentarzy wynika z technicznych uwarunkowań funkcjonowania portalu. szczegóły...

Podpis:


Poinformuj mnie o nowych komentarzach w tym temacie




cire
©2002-2019
Agencja Rynku Energii S.A.
mobilne cire
IT BCE